O autorze
Stereotypy na temat islamu? Mówię “sprawdzam”. Poleciałem do Egiptu, by się z nimi zmierzyć.

Islam w wersji soft – bez ekstremistów. Prezydent Egiptu proponuje „muzułmańską rewolucję”

Prezydent Egiptu proponuje "islamską rewolucję". To kolejny etap podporządkowania religii centralnej władzy
Prezydent Egiptu proponuje "islamską rewolucję". To kolejny etap podporządkowania religii centralnej władzy Fot. Mahmud Taha
„Islamski Marcin Luter” – tak część Egipcjan ochrzciła swojego prezydenta, po tym jak publicznie wezwał imamów z wielkiej muzułmańskiej uczelni, by wraz z nim dokonali wewnętrznej, liberalnej reformy. Ale choć Abdel Fattah el-Sisi obiecuje oczyścić islam z radykalizmu, nietolerancji i przemocy, mało wskazuje na to, że mówi poważnie. Więcej, że chce wykorzystać religię, by umocnić swe autorytarne rządy.

W paszczy imamów
O przemowie prezydenta Sisiego, w której padło wezwanie do przeprowadzenia „islamskiej rewolucji”, mówi się w Egipcie od kilku tygodni. Generał, który objął władzę po przewrocie wojskowym, na początku stycznia odwiedził islamski uniwersytet Al Azhar i tam, wykorzystując kontekst ataków terrorystycznych we Francji, zaapelował o oczyszczenie religii z ekstremizmów. Jak stwierdził, muzułmański świat stał się źródłem „destrukcji”, która cały świat każe przedstawiać jako wroga.

„Więc 1,6 miliardów ludzi [w świecie muzułmańskim] zabije 7-miliardową ludność całego świata? To niemożliwe. Potrzebujemy religijnej rewolucji. (…) To nie do przyjęcia, że sakralizujemy złe idee, które sprawiają, że cała umma [społeczność muzułmańska] staje się źródłem zmartwień, niebezpieczeństwa i przemocy dla reszty świata” – dodał.
Miejsce, forma i treść jego wystąpienia były bardzo zaskakujące. Jeden z zachodnich komentatorów stwierdził, że to tak, jakby Sisi wszedł do brzucha bestii, bo przecież postawił postulat reformy islamu w obecności islamskich szejków i kleryków. Potem jeszcze kilka razy powtórzył swoje słowa, m.in. podczas wizyt w Davos i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dał więc do zrozumienia, że tego tematu łatwo nie odpuści. Tym bardziej, że pierwsze reakcje są zachęcające. Porównanie do Lutera to jedno, ale np. nagrodzony Pullitzerem dziennikarz George Will postawił tezę, że prezydentowi Egiptu należy się… pokojowa nagroda Nobla.

Czy rzeczywiście? I o co naprawdę chodzi Sisiemu? Ci, z którymi tutaj rozmawiam, najczęściej sugerują, żeby odpowiedzi szukać nie w religii, a w polityce.
Zdefiniować terrorystę
Zacząć trzeba od tego, że militarna walka z terroryzmem to fundament, na którym Sisi zbudował swoją władzę. Kiedy w 2013 roku wydarł ster państwa legalnie wybranemu prezydentowi z Bractwa Muzułmańskiego, zaczął przekonywać, że Bracia to muzułmańscy terroryści, których trzeba zabijać (masakra na placu Rabaa) albo wsadzać do więzień i potem zabijać (groteskowe procesy, w których kilkaset osób skazano za zabójstwo jednego policjanta). Dzisiaj właśnie dlatego Bractwo jest zdelegalizowane, a Sisi rządzi z pogwałcenie praw człowieka.


Przekonałem się o tym na własne oczy. Czołgi na ulicach w rocznice rewolucji, uzbrojeni po zęby policjanci, masowe aresztowania – Egipcjanie muszą to przyjmować, bo ma to służyć zachowaniu bezpieczeństwa w obliczu ekstremistycznego zagrożenia. Jest wyimaginowany wróg, toczy się wojna, a na wojnie prawa i wolności ustępują miejsca konieczności zachowania porządku.

Stąd też nie można odczytać postulatu „islamskiej rewolucji” inaczej, niż jako otwarcia intelektualnego i religijnego frontu w tym konflikcie. Sisi potrzebuje punktów na Zachodzie, któremu nie podobają się jego autorytarne metody, a wezwanie do zrobienia porządku w świecie muzułmańskim idealnie się sprzedaje. O tym, że to tylko wizerunkowy chwyt, świadczy choćby fakt, że w wystąpieniu prezydenta nie padło ani słowo konkretu. „Rewolucja” brzmi pięknie, tyle że to wydmuszka, bo Sisi nie zaproponował ani jednego rozwiązania, które napełniałoby to pojęcie treścią.

Religia w służbie władzy
Przeciwnie – ten, którego część Egipcjan przedstawia jako wielkiego reformatora, do tej pory udowadniał, że religia jest tylko narzędziem w większej grze. Egipt to specyficzny przypadek, bo władza, która wydaje się z pozoru antymuzułmańska, jest w rzeczywistości zblatowana z religią. Państwo faktycznie kontroluje Al Azhar i różnymi metodami chce mieć pod wojskowym butem całą przestrzeń religijną (czego zapowiedź walki z ekstremistami jest dowodem).

Przykład? Kilka miesięcy temu Sisi orzekł, że piątkowe ceremonie w meczetach mogą odprawiać wyłącznie absolwenci Al Azharu. W jednym momencie zamknięto kilkadziesiąt meczetów i pozbawiono wpływów wielu imamów. Oficjele mówią, że to walka z salafitami, którzy nauczali poza kontrolą, ale jednocześnie to także środek, by nie dawać przestrzeni opozycji.
Tuż po rewolucyjnej mowie Sisiego pojawiły się też inne sygnały świadczące o jego intencjach. Generał jako pierwszy prezydent wziął udział w bożonarodzeniowej mszy u Koptów. Podkreślił, że egipscy chrześcijanie wraz z muzułmanami powinni być „jedną ręką Egiptu”. W tej sytuacji wygląda na to, że Sisi jest dla Koptów jedynym wyborem. I to jego kolejny ważny sojusznik w prowadzonej na wielu polach wojnie z „ekstremizmem”.

Ateizm i geje na celowniku
Z wezwaniem do „islamu w wersji soft” jest jeszcze jeden problem. Działania Sisiego prowadzone w porozumieniu z najwyższymi autorytetami religijne wcale nie są takie „soft”. W grudniu ubiegłego roku władza odpowiedziała na alarm doradcy muftiego Egiptu w sprawie „rozprzestrzeniania się ateizmu” i zamknęła „ateistyczną kawiarnię” w centrum Kairu. Miały się tam odbywać „tańce i rytuały ku czci Szatana”. W styczniu tego roku na trzy lata więzienia skazano studenta, który napisał na Facbooku, że jest ateistą. A przecież w egipskiej konstytucji jest zapisana wolność wyznania.
Poza tym na celownik wzięto też egipskie środowisko LGBT. Od czerwca 2013 roku pod zarzutami dotyczącymi orientacji seksualnej zatrzymano 150 osób. Ostatnio policja zrobiła nalot na publiczną łaźnię, w której mieli gromadzić się homoseksualiści. Informacje okazały się nieprawdziwe, mężczyzn uniewinniono, ale ich zdjęcia w samej bieliźnie poszły w świat. Sisi znów pokazał się więc jako obrońca moralności. Tyle że nie tej, którą w ramach rewolucji chce zaproponować Zachodowi.

I m.in. z tego powodu nigdy nie będzie "muzułmańskim Lutrem". Jego tezy, choć brzmią efektownie, mają służyć tyko jednemu - władzy. Na pewno nie religii.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...